Tumblr Mouse Cursors

poniedziałek, 27 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 4

- Czy mój brat znowu narozrabiał?
- Nie, to jest coś gorszego. - moje oczy się zeszkliły - pani rodzice nie żyją, bardzo mi przykro. 
- Dziękuję za informację - powiedziałam ze łzami. Natychmiast się rozłączyłam. Po mimo tego, że nie widziałam ich już długo to i tak ich kochałam. Nie mogłam w to uwieżyć. Opadłam na kanapę i przykryłam się kołdrą. Chciałam o tym wszystkim zapomnieć i zasnęłam. Obudziłam się kiedy Harry był już w domu. Weszłam do niego do pokoju i zobaczyłam, że płacze.
- Już wiesz?
- Tak. - odpowiedział i przytulił się do mnie. Chociaż miał 19 lat dalej był dzieciakiem. Resztę wieczoru spędziliśmy razem na wspomnieniach. 
Następnego dnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko je otworzyłam i zobaczyłam listonosza. Dziwnie wyglądałam, byłam w piżamie i miałam rozmazany makijaż.
- Dzień dobry! Pani Styles?
- Tak - odpowiedziałam zaspanym głosem
- Przesyłka dla pani, proszę o podpis
- Tutaj?
- Tak... i proszę
- To wszystko - zapytałam i zakręciło mi się w głowie. Zemdlałam. Obudziłam się na kanapie i zauważyłam siedzącego na fotelu brata.
Nie wiedziałam co się stało. Potem Harry wszystko mi powiedział i doszłam do wniosku, że to z przemęczenia. Powoli wstałam i otworzyłam paczkę. Zobaczyłam pełno pamiątek z różnych krajów i list:
"Kochane dzieci!
Bardzo was przepraszamy, że się Wami nie interesujemy, ale tak nie jest. Wiele podróżójemy i codziennie o Was myślimy. Nawet nie wiecie jak jest nam ciężko, samym. Opiekujcie się sobą nawzajem.
Tatuś i Mamusia"
Z oczu popłynęły mi łzy, przeczytałam datę. To było tuż przed tym jak do mnie zadwoniła policja. Zaczęłam się obwiniać. 
Nagle usłyszałam mój telefon i rzuciłam się w pościg za nim. Odebrałam i usłyszałam głos Emili:
- Hej! Przyjechałam! Jutro jest impreza u Jane. Idziesz ze mną?
- Hej! Wiesz nie mogę, sprawy rodzinne.
- Harry znowu coś zrobił?
- Nie... po prostu nie moge gadać. Pa.- i rozłączyłam się. Było mi trochę głupio, ale co miałam zrobić? Nie mogłam jej powiedzieć, przynajmniej tak myślałam.
Poszłam do swojego pokoju, ale po drodze usłyszałam jakąś piosenkę. Myślałam, że Harry coś póścił, ale gdy weszłam do jego pokoju, zobaczyłam, że to on. Nigdy nie słyszałam żeby śpiewał. Robił to cudownie. Byłam dumna, że mam takiego brata. Chyba mnie nie zauważył i śpiewał dalej. 
- Hmmmm... - wydałam z siebie dźwięk - ładna piosenka
- To nic - zląkł się i dodał podniesionym głosem - wyjdź stąd
- Mały uważaj na siebie - dałam mu list. Postanowiłam zadzwonić do Emili i jej wszystko powiedzieć. Od razu do mnie przyjechała.
- Wiesz, ten twój kolego z Paryża pytał się o ciebie. - zaciekawiłam się
- I co? - zapytałam, nie mogłam zapomnieć jego głębokich niebieskich oczy, były piękne
- No i nic, już niedługo wraca - odpowiedziała, a ja uśmiechnęłam się pod nosem
- To fajnie - wzruszyłam ramionami - nie ważne.
- Ja już pójdę do domu, na pewno chcesz posiedzieć sama.
- Nie zostań, właśnie nie chcę być sama, nie radzę sobie z tą cało sutuacją - zaczęłam płakać - Harry chyba też, nie wiem co z nami będzie, nie mamy innej rodziny.
- Wszystko się jakoś ułoży - zaczęła przeczesywać moje włosy palcami - dasz radę, zobaczysz. Ja w ciebie wierzę - to było miłe, po raz pierwszy ktoś we mnie wierzył. Trochę się rozchmurzyłam.
- Będę musiała zorganizować pogrzeb
- Wiem, że to może głupio zabrzmieć, ale pomogę ci z tym.
Zmieniłyśmy temat: wróciłyśmy do blondyna.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz